Opowiadanie pod tytułem "Wezuwiusz"
Tak jak chcieliśmy. W gorącej Sycylii, gdzie pomarańcze stają się czerwone od wybuchów Słonecznych, a pomidory pękają ze swej słodkości.
Pod Wezuwiuszem stał mafijny samochód. Czarny, ciemny mercedes, z tej perspektywy był to bardzo stary wóz.
W wozie siedziało dwóch, w garniturach od najlepszego Sycylijskiego krawca.
Pachniało od nich perfumami Drakkar, a woń mieszała się z zapachem czerwonych marlboro.
Fio i Mio, dwóch braci.
Bohaterzy tego opowiadania nie wiedzieli, że uczestniczą w opowiadaniu.
Po prostu oddychali i czynili.
I pod tym Wezuwiuszem w tym aucie rozumowali.
- Czymże jest mafia, drogi bracie?-spytał Fio.
- Rodziną, wolnością, zapachem.-odpowiedział Mio.
- A co nas łączy?
- Jedno, wspólne zdanie.
- A jakie ono jest?
- Mistyczne.
- A jaka z nas mafia?
-Króla Słońća.
I debatowali.
Słońce. Kim jest?
Dobrze wiedzieli kim.
Tym, co daje ciepło.
Wyszli z auta.
Krok po kroku, w kierunku wulkanu.
Jakaś energia ciągnęła ich do siebie.
Mio i Fio poza materialne wychodzili, stojąc u podnóża góry.
- Czy czujesz to, Mio?
- Czuję to Fio. Już pora. Na oczyszczenie.
I jakoś tak nagle, zaskakująco, treściwie, jazzowo, niezależnie, alternatywnie.
Kamień stoczył się z góry.
I następny. I następny.
I chrupać zaczęło.
I miauczeć zaczęło.
I jakoś tak po góralsku świstać.
I wylało się migiem najgorętsze.
Lecz nie bali się, bo byli ze skóry słonecznej.
- Mio, świat się skończył.
- Fio, i świat się narodził.
I mafia tego dnia zmartwychwstała.
Jęzor lawy zalewał pobliskie wsie i miasta.
Lecz, ku zaskoczeniu czytelnika, nie robił szkód.
Ku zaskoczeniu lokalnych władz, nie demolował.
Ku zdziwieniu księdza, nie krzyczał.
Dawał źdźbło trawy i mówił:
- To.
Łzy po policzku płynęły niewiastom, a on je wycierał o swoją koszulę.
I grał przepięknie na harfie.
Wskazywał na czubek nosa i mawiał:
- I to tu i teraz.
Mio i Fio czekali na ten dzień swoje życie doczesne.
Aż nadejdzie gorąc Buddów, Jezusa i Arhatów.
Ziemia cała zakrztusiła się z gorąca najwyższego, jakie przepłynęło przez Serca wybranków mafii.
Lała się lawa i lała, bo lała się miłość i lała.
Aż się przelewała. Jak smok wawelski zionęła. I całowała. I lizała. I ssała. I dobrze wszystkim robiła. Ciepła bogini Słońca.
I ciepłe bóstwo Solarne, pocieszało, wybaczało i głaskało.
- Nadeszła pora, drogi Mio. Na oświecone czasy.
- Drogi Fio, wiem, wiem…
I wiedzieli wszyscy.



Komentarze
Prześlij komentarz